środa, 18 czerwca 2014

Omiljanowicz - szef PUBP w Nidzicy

Instytut Pamięci Narodowej „Aparat Bezpieczeństwa w Polsce. Kadra kierownicza 1944-1956”

  PUBP/PUdsBP w Nidzicy
Konkol Antoni syn Pawła ppor. p.o od 31.08.1945 do 30.10.1946 (od 02 do 06/07 1945 kierownik PUBP w Rzeszowie; kierownik PUBP w Łańcucie 1.12.1946-30.06.1947; kierownik więzienia w Przemyślu 1.07.1947-14.09.1949; kierownik więzienia w Rawiczu 15.03.1950- 15.08.1951 a od 1.09.1952-8.01.1955 naczelnik wydziału więzień i obozów w Krakowie 8.01.1955 przeniesiony z wydziałem do MSW)
Petolec Adam syn Teodora por. p.o od 15.04.1946 do 1.09.1947 i 1.09.1947 do 15.06.1948
Szymański Kazimierz syn Feliksa chor. p.o. od 27.06.do 4.10.1947 (ppor./z-ca kierownika PUBP w Giżycku 1.06.1951- 1.03.1952;  por./kierownik PUBP w Działdowie 1.03.1952-31.01.1954)
Omiljanowicz Aleksander syn Piotra ppor. p.o. od 15.04 do 9.06.1949 (zwolniony dyscyplinarnie)kierownik PUBP w Iławie chor/ppor. p.o 1.01.1948- 15.04.1949; napisał wspomnieniaZanikające echaW-wa 1978 
Kowalski Leon syn Walentego chor./por. p.o. 1.06.-9.07.1949 i od 9.07.1949 do 1.04.1950 ( kier. PUBP w Biskupcu chor. p.o. 1.09.1946-1.01.1948; kier.PUBP w Piszu p.o. 1.04.1949- )
Łojko Mikołaj syn Bazylego por. od 1.04.do 1.10 1950 ( z rodziny polsko -białoruskiejszef PUBP w Białymstoku st.sirż/chor. 15.08.1944-15.01.1945, Łęczycy (1.04.1945-19.06.1945 r.), Opocznie (por.23.08.1945-31.01.1946), Piotrkowie Tryb. 1.02-30.04.1946; Wieluniu (1.05.1946-31.03.1947), Biskupcu (31.12.1948-1.04.1950) i Nidzicy (1950 r.)
Sośnicki Lucjan syn Piotra ppor. 1.10.1950-1.06.1952
Gawron Tadeusz syn Ignacego ppor./por. 1.06.1952-15.11.1954( por. kier.PUBP w Piszu 15.11.1954-1.04.1955)
Jankowski Stanisław syn Andrzeja por. 1.04.1955-(1956)

ZASTĘPCY
Tomaka Wincenty czerwiec 1945
Omiljanowicz Aleksander syn Piotra ppor. 15.04-9.06.1949
Kowalski Leon syn Walentego chor./por.1.06.1949-1.04.1950 (zwolniony dyscyplinarnie)
Sośnicki Lucjan syn Piotra ppor. 1.02.-1.10.1950
Gawron Tadeusz syn Ignacego chor. 1.11.1950- 1.06.1952
Wojnicz Bolesław syn Michała st.sierż. 1.06.1952- 1.12.1953 ( ppor. kier.PUBP w Nowym Dworze Gdańskim 1.10.1954-31.05.1956)
Czyżewski Michał syn Tadeusza st.sierż. 1.12.1953- 1.04.1955



Drogę życiową Aleksandra Omiljanowicza, którego tuż po wojnie zaczęto nazywać katem Suwalszczyzny, dopełnił niedawno jeden z najsurowszych wyroków wydanych kiedykolwiek przez niezawisły sąd III RP wobec byłych funkcjonariuszy UB – 4,5 roku więzienia za znęcanie się nad żołnierzami powojennego podziemia niepodległościowego.
Aleksander Omiljanowicz w momencie październikowego przełomu miał już za sobą przeszłość członka ZWZ i hitlerowskiego więźnia, a przede wszystkim bezwzględnego oficera UB, biciem i torturami wymuszającego zeznania na żołnierzach podziemia niepodległościowego. Jego „błyskotliwą” karierę, wcześniej niż innych, podobnych mu oficerów, przerwało nie tyle „ogłoszenie końca stalinizmu” w połowie lat 50., ile pewna zawodowa wpadka. Oto w 1949 r., pracując w PUBP w Nidzicy, skatował „omyłkowo” sześciu partyjnych, jednego działacza ZSL, dwóch członków ZMP i przodowników pracy, za co został skazany na osiem lat więzienia, z których odsiedział cztery[2]. Następnie pracował jako redaktor „Głosu Koszalińskiego”. W 1956 r. zadebiutował na łamach „Gazety Białostockiej”[3].

Pierwszy redaktor naczelny wspomnianego wyżej tygodnika „Niwa”, Jerzy Wołkowycki, wspominał po latach: „Po pewnym czasie doszedł do nas Aleksander Omiljanowicz. Był on w Koszalinie kierownikiem działu listów. Zgłosił się do „Gazety Białostockiej”. Tam to stanowisko było zajęte. Przyszedł do „Niwy”. Został kierownikiem działu listów u nas. Niestety, nie znał białoruskiego”[4]. Zadanie tłumaczenia na białoruski tekstów Omiljanowicza przypadło w udziale właśnie Janowiczowi[5]. Koledzy z redakcji wiedzieli, że Omiljanowicz pracował po wojnie w UB, nie mieli jednak pojęcia o tym, jak „gorliwym” był funkcjonariuszem[6]. Ta znajomość wplotła się w najczarniejszy okres życia Sokrata Janowicza.

Tymczasem właśnie po „sprawie Janowicza” Aleksander Omiljanowicz zaczął święcić największe triumfy w swej pracy pisarskiej. Niczym serie z karabinu maszynowego, wypuszczał kolejne „dzieła”, zafałszowujące historię powojennego polskiego podziemia niepodległościowego i II wojny światowej. W 1971 r. wydał książki „Sens życia”, „Duch Białowieży”, w 1973 r. ukazało się trzecie wydanie książki „Było to nad Czarną Hańczą” oraz kolejne pozycje: „Stalowy szlak”, „Mafia”, jeszcze jedno wydanie „Ducha Białowieży”. W kolejnych latach ukazywały się regularnie: „Tropiąc cienie” (1975), „Wyrok” (kolejne wydanie, 1976 r.), „Zanikające echa” (w 1977 i 1979 r.), tłumaczone na wiele języków.

[2] W. Cieśla, Trzeci życiorys,Rzeczpospolita, 13-14 VIII 2005 r.
[3]
Pisarze województwa białostockiego, członkowie Związku Literatów Polskich, Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Białymstoku, maj 1980, materiał do użytku wewnętrznego, s. 13.
[4]
M. Bołtryk, Białoruska ruń,Tygiel Kultury, nr 7-9/2002, cyt. za: www.bialorus.pl.
[5]
W. Więcko, To mało za tyle zła. Rozmowa z Sokratem Janowiczem.Gazeta w Białymstoku, 1213 II 2005 r.
[6]
Por.: S. Janowicz, Nie żal prażitaga,Czasopis, nr 78/2001, s. 3940.



Wikipedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Omiljanowicz

Aleksander Omiljanowicz (ur. 8maja 1923 w Suwałkach) - polski pisarz, funkcjonariusz UB. Autor wielu książek opisujących zdarzenia z II wojny światowej, a także powojenne walki partyzantów antykomunistycznych. Był więźniem hitlerowskich obozów koncentracyjnych. W 1946 pełnił obowiązki szefa III sekcji do walki z bandytyzmem w suwalskim Urzędzie Bezpieczeństwa. Na podstawie jego dokumentów skazano na karę śmierci 4 osoby. Później pracował m.in. jako redaktor "Głosu Koszalińskiego", "Gazety Białostockiej" i "Niwy". W 2005 sąd oddalił odwołanie się Omiljanowicza od wyroku skazującego go na 4,5 roku pozbawienia wolności za zbrodnie przeciwko ludności w latach 1946-1947 i odbędzie on karę więzienia. Sąd w Suwałkach uznał go za winnego "bezprawnego zatrzymywania, bicia i znęcania się nad członkami organizacji niepodległościowych, głównie ugrupowania Wolność i Niezawisłość". Proces sądowy wykazał również, że był on współpracownikiem sowieckiego wywiadu wojskowego  Smiersz. Penetrował polskie podziemie, a także donosił na oficerów Wojska Polskiego o poglądach antysowieckich. Za swoją działalność miał pobierać pieniądze od Rosjan.
Wybrana bibliografia

V-Mann "Karol 32" (1960) Było to nad Czarną Hańczą" (1960) Listy spod gilotyny 1964)
Barykada (1968)Stalowy szlak (1972) Tropiąc cienie" (1975) Gustaw (Moskwa 1978)
Znikające echa (1979) Cienie powracają (1982) Argentyńska mozaika (1984) Szpiegowski nokturn (1985) Azyl w dżungli (1989)Duch zemsty (1991) Przed wyrokiem: rozmowy z gestapowcem (1998) Duch Białowieży (1998) Wyrok Kryptonim tajne



Wojciech Cieśla, Rzeczpospolita, 13.08.2005
Trzeci życiorys


Osiem lat siedział za Hitlera i Stalina. W III RP odsiedzi kolejne cztery. Mistrz podwójnej gry albo ofiara historii. A może zwyczajny kłamca?
X
X X
W
czterdziestym piątym na Suwalszczyźnie ci, którzy nie poszli do lasu, rzadko wybierali Urząd Bezpieczeństwa. Za pracę w UB można było dostać kulę. Oni jednak wybrali UB. Po latach Adam Przekop został historykiem, Jerzy Szostak rzeźbiarzem, a Aleksander Omiljanowicz znanym literatem. Gdy w 1986 r. zmarł Szostak, żegnały go nekrologi w prasie: wybitny konspirator, żołnierz podziemia, zasłużony w utrwalaniu władzy ludowej, artysta. W Augustowie, gdzie mieszkał, pojawiły się ręcznie malowane klepsydry: "Z radością zawiadamiamy, że zmarł kat Ziemi Augustowskiej".
Zmizerniały
Adam Przekop walczy z białaczką. 79 lat, rzadko wychodzi z mieszkania. Nikt w Białymstoku nie chce wydawać jego książek o partyzantce, w której nigdy nie był.
Aleksander
Omiljanowicz ma 82 lata, 1900 złotych emerytury i dwa życiorysy: w jednym życiorysie pisze cenione w PRL książki o "leśnych". W drugim jest ubekiem i znęca się nad aresztowanymi AK-owcami. Na podstawie pożółkłej kartki z 1947 roku chce udowodnić, że ma jeszcze trzeci życiorys: tajnego agenta. Ale kartka - jego jedyne alibi - prawdopodobnie jest fałszywką.
Partyzantka,
szpiedzy i degeneraci
Tomasz
Uściłko urodził się 26 lat po wojnie. Pamięta z dzieciństwa "Stalowy szlak", książkę o partyzantce. W 2003 r. spotkał jej autora. Aleksander Omiljanowicz siedział na ławie oskarżonych, Tomasz Uściłko orzekał w jego sprawie w sądzie w Suwałkach. To była pierwsza "historyczna" sprawa sędziego Uściłki: - Dużo świadków. Starsi ludzie. Niektórzy zaczynali mówić i wybuchali płaczem.
Aleksander
Omiljanowicz w latach 70. XX w. stworzył pierwszy ze swoich życiorysów. Był czarnym koniem wydawnictwa MON. Pisał o "leśnych": "Było to nad Czarną Hańczą", "Tropiąc cienie", "Wyrok", "Szpiegowski nokturn". Jego bohaterowie często prowadzili podwójną grę, współpracując z radzieckim wywiadem - jak Stanger z "Ducha Białowieży" (kilka wydań w Polsce i za granicą, głównie w ZSRR).
Podziemie,
które nie współpracowało, ma w jego książkach bandycką twarz. Komendant Okręgu Białystok Narodowego Zjednoczenia Wojskowego ppłk. Władysław Żwański "Błękit" to " (...) notoryczny pijak, despota, grabieżca łupów (...). "Jego syn (...) Dał się poznać jako terrorysta i morderca. "Błękit" sam udziału w napadach i morderstwach nie brał. Od bandytów otrzymuje obfity haracz łupów (...)".
W
PRL Omiljanowicz należał do elity Białegostoku. Działał w ZBOWiD, miał pieniądze, spotkania autorskie i stypendia za granicą. Ten pierwszy, oficjalny życiorys zostawił w książce Lesława M. Bartelskiego "Polscy pisarze współcześni" z 1977 r.
O
drugim życiorysie nigdy nie mówił. Jeszcze kilka lat temu wystąpił na zebraniu literatów z apelem, żeby napisać coś o "obławie augustowskiej" (NKWD i UB wywiozły w 1945 r. ponad 600 osób i ślad po nich zaginął). Kolega pisarza z Białegostoku (kilka razy zastrzega sobie anonimowość): - Wie pan, to hipokryzja. On tych samych ludzi wsadzał za kraty.
Ojciec
czytał i się denerwował
Jerzy
Kamiński, prokurator białostockiego oddziału IPN: - Raz ktoś mi pożyczył książkę Omiljanowicza. Nie pamiętam tytułu. Przeczytałem dwie strony, odłożyłem. Kiepska literatura.
Dwa
lata temu Kamiński oskarżył Omiljanowicza, że jako szef sekcji III Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Suwałkach w latach 40. ubiegłego wieku torturował 22 członków Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. Omiljanowicz został skazany na cztery i pół roku.
W
akcie oskarżenia ofiar jest ponad 20. Żeby uniknąć bałaganu prokurator przy każdej postawił numerek. Rozprawy doczekali tylko Edward Ułanowicz (numer 14), Stanisław Poniatowski (numer 3) i Fabian Daniłowicz (numer 20). Bronisław Wasilewski (numer 22) zmarł w czasie procesu.
W
śledztwie zeznawały dzieci ofiar. Stąd wiem, że Stanisław Dytkowski (numer 16) zabraniał synowi czytania książek Omiljanowicza, a Stefan Krzywicki (numer 18) rozpędził mu autorskie spotkanie we wsi Smolniki. "To ubek, on nas mordował!" - krzyczał.
Ewa
Wesołowska, córka Edwarda Głażewskiego (numer 11): - Ojciec w 1950 r. wrócił z więzienia. Dziesięć lat później wyszła książka Omiljanowicza "Było to nad Czarną Hańczą". Ojciec przeczytał i się zdenerwował.
Danuta
Jurkun, jej siostra: - Wymienialiśmy ojcu bieliznę, kiedy trafił na UB. Była zakrwawiona. Po wojnie ojciec mówił o Omiljanowiczu: "Ten ubek, skurwysyn, co on tu wypisuje".
Od
czasu procesu gazety w Białymstoku piszą o nim "kat Suwalszczyzny".
Niemiecki
płaszcz, za pasem walter
Aleksander
Omiljanowicz miał chłopskie pochodzenie, 22 lata i dwie klasy przedwojennego gimnazjum. W październiku 1945 r. zatrudnił się w UB w Suwałkach. Został szefem sekcji III, zwalczającej bandytyzm. Niemieccy jeńcy czyścili mu buty i przygrywali na fortepianie.
Sekcja
jeździła w teren w tzw. grupach operacyjnych, razem z wojskiem, Korpusem Bezpieczeństwa Wewnętrznego, milicjantami. W dwudziestu, trzydziestu otaczali dom, w którym ukrywali się WiN-owcy. Dowodził Omiljanowicz. Na duże akcje jeździli nawet wartownicy. Wartownik Adam Przekop (w latach 50. został historykiem i działaczem ZBOWiD) zapamiętał dowódcę: - Lubił imponować. Przybierać pozy. Ubierał się w niemiecki płaszcz cyklisty. Za pas wkładał pistolet szturmowy Walter. Nosił okulary do jazdy motocyklem, chociaż nie jeździł motocyklem. To on wchodził do mieszkań, żeby aresztować - zeznał Przekop w IPN.
Aleksander
Omiljanowicz ma fantazję. Lubi pogawędzić, błysnąć. W 1945 r. napisał dla UB życiorys jak powieść przygodową: po wyzwoleniu z obozu pracy z aliantami zdobywa niemieckie miasteczka, kładzie kilku Niemców serią z karabinu maszynowego. "(...) Gdy ład i porządek został zaprowadzony i zyskawszy imię Pogromcy Faszystów, udałem się do ojczyzny, aby tu przyłożyć swe młode siły i rękę do gmachu potęgi naszej ojczyzny, która powoli otrząsając się ze zgliszcz i popiołów powstaje ku nowemu życiu".
-
Zawsze miałem jakieś inklinacje do pisarstwa - wzdycha Omiljanowicz. W książce "Tropiąc cienie" w jednym z bohaterów ubeków sportretował siebie. Ma "smukłą postawę, śniadą twarz, czarne, kędzierzawe włosy, przenikliwy wzrok. (...) Jego operacyjne wyczyny graniczą często z szaleństwem. Zawsze ociera się o śmierć (...)".
Nikt
nie próbował uciekać
Omiljanowicz
żyłby dzisiaj spokojnie, gdyby nie sprawa Rybnika. W kwietniu 1946 r. UB aresztował kilkunastu żołnierzy WiN, wśród nich Aleksandra Rybnika, ps. Jerzy - zastępcę komendanta Okręgu Białostockiego WiN. Większość skazano w pokazowym procesie.
Białostocki
sąd wojskowy należał do pracowitych. Między 1945 a 1946 rokiem skazał na śmierć 272 osoby. Wykonano ponad połowę wyroków. Rybnik i sześciu innych WiN-owców zostało rozstrzelanych. Kiedy IPN wszczął śledztwo w sprawie mordu sądowego, prokurator Jerzy Kamiński zaczął szukać świadków procesu i aresztowań. Trafił na Omiljanowicza: - Sami przesłuchiwani zaczęli o nim opowiadać. To on aresztował WiN-owców przed procesem. Bił, torturował. Postanowiłem zbadać sprawę.
Omiljanowicz
nie przyznał się do bicia. IPN opowiedział, czym zajmował się w UB: "Tropienie morderstw popełnionych przez bandy, wykrywanie sprawców rabunków i napadów na posterunki MO (...). Nie stosowano kajdanek. Ludzi w grupie operacyjnej było tylu, że nikt nie próbował ucieczki".
Wielce
zakonspirowana historia
Mieszkanie
Aleksandra Omiljanowicza w Białymstoku: książki w równych słupkach, maszyna do pisania, na ścianie skóra z anakondy i szczęka rekina. - Sam upolowałem. Nieduży, 320 kilogramów - rzuca gospodarz i sprawdza, czy robi wrażenie. Siadamy między półką z suszonymi piraniami i wielkim zdjęciem Hemingwaya.
Nie
wygląda na swoje 82 lata. W sądzie skarżył się na kłopoty z sercem, słuchem, wzrokiem, kręgosłupem i początki alzheimera. Przy mnie pali papierosa za papierosem. Ma fenomenalną pamięć. Uwielbia opowiadać o egzotycznych podróżach.
Siwy,
starszy pan z kozią bródką, bębni palcami po stole.
Sąd
w Suwałkach nie uwierzył w trzecią wersję jego życiorysu: dokument podpisany w 1947 r. przez pułkownika WiN Świtalskiego, ps. Juhas. Zaświadczenie, że Omiljanowicz jest w UB tajnym agentem WiN.
Omiljanowicz:
- "Juhasa" znałem sprzed wojny. Mówił: "Musisz nam pomagać. Wstąpisz do UB". Kontaktowałem się z nim przez łącznika. Wielce to była zakonspirowana historia. Jakby rozszyfrowali, no to wie pan - wywraca oczami.
Kabel
i Dziki Zachód
Sąd
w Suwałkach. W aktach sprawy obraz okrutnego sadysty.
Stanisławowi
Poniatowskiemu (numer 3) Omiljanowicz wsadził głowę między szczeble drabiny. Któryś z ubeków bił grabiami, potem pałką. "Zginiesz w więzieniu" - mówili.
Józef
Słowikowski (numer 13) był bity orczykiem, kijem, kolbami karabinów. W latach 60. spotkał Omiljanowicza w Suwałkach na ulicy. Zaczął krzyczeć "Ty bandyto! Ty mi życie odebrałeś!".
Stanisław
Zymkowski (numer 17) wyszedł za chałupę za potrzebą, wrócił po miesiącu. Nie był w konspiracji. UB złapał go przez pomyłkę. Omiljanowicz kazał mu robić przysiady i zeznawać, gdzie partyzanci schowali broń. Odświeżał pamięć gumową pałką.
Włodzimierz
Parafianowicz, syn Stanisława Parafianowicza (numer 8) zeznał: - Ojciec poprosił w sądzie, czy mógłby mnie wziąć na ręce. Oddał matce i powiedział, żeby pamiętała i nie wychowała nas na komunistów. To był ostatni raz, kiedy go widziałem. Na rozprawie rehabilitacyjnej jego kolega z celi powiedział, że mam głos jak ojciec.
W
chałupce na obrzeżach Suwałk rozmawiam z dawnym kolegą Omiljanowicza, porucznikiem UB (wyrzucony w latach 50. za malwersacje).
-
Byliśmy młodzi. Mieliśmy władzę i pistolety. Czego chcieć więcej? - pyta.
-
Było trochę jak na Dzikim Zachodzie? O to chodzi?
-
No właśnie. Widzę że pan rozumie.
Partyjnych
się nie bije
9
sierpnia. Polska Agencja Prasowa: sąd nie uwzględnił wniosku o odroczenie kary. Aleksander O. na ponad cztery lata ma iść do więzienia.
Omiljanowicz
już dwa razy siedział za kratami. Za każdym razem po cztery lata.
W
lipcu 1941 r. aresztowali go Niemcy za działalność w Związku Walki Zbrojnej. Proces toczył się w Królewcu, dostał 4 lata. Do końca wojny siedział w obozach pracy.
Rok
temu, na rozprawie w Suwałkach przyznał, że po wojnie był skazany jeszcze raz na 8 lat więzienia. Nie chciał powiedzieć, za co.
W
archiwach odnalazłem tamtą sprawę. W maju 1949 r., gdy pracował w UB w Nidzicy, aresztowany chłop wsypał kilkunastu innych, rzekomą partyzantkę. Omiljanowicz strzelał im pod nogi - na postrach. Jednemu - Janowi Laskowi - siadł na piersiach i wlewał benzynę do nosa.
Nie
wiedział, że torturuje sześciu partyjnych, jednego działacza ZSL, dwóch członków ZMP i przodowników pracy. Zrobiła się afera. Jego okrucieństwo napiętnował w specjalnym rozkazie szef bezpieki Stanisław Radkiewicz. Dostał 8 lat więzienia. Odsiedział cztery.
Prokurator
Kamiński: - Barwna postać. Siedział za Niemca, siedział za PRL. I będzie siedział za III RP. Nie słyszałem o podobnym przypadku.
Ubecki
język pułkownika
Kamiński
nie wierzy, że notatka Świtalskiego jest autentyczna. - Obwód suwalsko-augustowski WiN rozbiły aresztowania, które urządzał Omiljanowicz - przypomina. - WiN kilka razy urządzał na niego zasadzki.
Z
notatki Świtalskiego: Omiljanowicz uratował wielu członków WiN. Prokurator Kamiński: - Omiljanowicz zatrzymywał ich i bił. Czy to była część planu Świtalskiego?
Piotr
Łapiński, historyk białostockiego IPN: - On zmienia wersje. Raz mówi, że pismo dał mu Świtalski, a potem, że jego córka. Wie że "Juhas" i jego łącznik nic nie powiedzą. Nie żyją.
-
Zna pan to? Z filmu "Gry uliczne": jak ubecy dają świadków, to tylko martwych - żartuje jeden z historyków z Białegostoku.
Historycy
mają więcej wątpliwości: Świtalski podpisał się "Tadeusz", choć miał na imię Marian.
Podał,
że jest pułkownikiem, choć był podpułkownikiem. A podpis jest inny niż na protokołach, które zachowały się w IPN.
Podał,
że konspirował w grupie, która została rozbita 16 listopada 1939 r., a w tym czasie był w obozie na Litwie.
No
i dlaczego używał języka UB? Napisał "podziemna organizacja" i "Wolność i Niepodległość", chociaż jego organizacja to Wolność i Niezawisłość.
Piotr
Łapiński: - Ten list łamie elementarne zasady konspiracji. Za takie rzeczy dostawało się karę śmierci.
W
swoich książkach Omiljanowicz o WiN pisze "Wolność i Niepodległość".
Przeprosiłem
go po chrześcijańsku
Omiljanowicz
czasem jakby zapomina, że był agentem WiN: - Po wojnie krew lała się z obu stron. W jedną noc - kilkunastu zastrzelonych, cztery posterunki rozwalone. Wojna domowa. Głupich, obłąkanych ludzi, którzy poszli do lasu, żeby zwalczyć Sowietów, którzy już doszli do władzy.
-
Pan też zwalczał Sowietów, jako agent WiN - przypominam.
-
No, wie pan, tak... - zasępia się. - Moje meldunki robiły też swoje. Ale nie przeceniam tego.
-
Dlaczego ludzie zeznają przeciwko panu?
-
Wszystko skupiło się na mnie. Jednego dorwali, jednego osądzili. Oni mówią: słyszałem, słyszałam, mówiono. Nic konkretnego. Czy po 60 latach można pamiętać detale?
Czy
można wierzyć Omiljanowiczowi? Pytam, czy był w partii. - Nigdy.
Sprawdzam
w archiwum: był członkiem PPR.
Czy
bił WiN-owca Fabiana Daniłowicza? - Dla kamuflażu. On był w WiN, wszyscy w UB wiedzieli, że jesteśmy kolegami. Z jego ojcem byłem w organizacji. Na drugi dzień po jego zeznaniach w sądzie się wycałowaliśmy. Przeprosiłem go po chrześcijańsku. On mi po chrześcijańsku wybaczył.
Komuniści
Polskę popsuli
Fabian
Daniłowicz (pseudonim Wicher, 81 lat) całe życie był gajowym. Dziś mieszka na krańcu Suwałk. Przed wojną z Omiljanowiczem pływał żaglówką po Wigrach. Potem był w AK i WiN.
Kilka
lat po wyjściu z więzienia przeczytał książkę "Wyrok". - To był szok. Pomyślałem - swołocz. Przecież nie tak było.
Daniłowicz
zeznał w sądzie: - Aresztował mnie Omiljanowicz. Pobił na podwórku. Tata krzyknął, znał go sprzed wojny: - Oleś, za co go bijesz? Przestał. Podprowadzili mnie na jakąś odległość i znowu lanie. Bił grubym kablem.
Daniłowicz
odsiedział dwa lata. Pół roku w Rawiczu w pojedynczej celi. Potem wrócił do lasu. W stanie wojennym na rodzinnej stypie spotkał Omiljanowicza. - Powiedział do mnie: patrz Fabek, co te skurwysyny komuniści z Polską zrobili. Zaniemówiłem.
Po
raz drugi spotkali się przed rozprawą: - Chciał, żebym odwołał zeznania. Miał przygotowane pismo. Mówił: "Jesteśmy starzy chrześcijanie, powinniśmy sobie wybaczyć". Ja się zgadzam. Ale zeznania wycofać? Gdzie byłby mój honor? Podałem mu rękę, bo co, mam się mścić? Jak pójdzie do więzienia to go z podatków trzeba będzie utrzymywać. Ważne, że udowodniono mu winę. Ja się z nim mogę i dzisiaj spotkać i rozmawiać. I powiedzieć: widzisz kochany jak to jest na tym świecie? Trzeba myśleć. I być człowiekiem.
Tajemnica
notatki i NKWD
Notatka
Świtalskiego nie daje mi spokoju. Jej autor (rzekomy autor?) w 1950 r. trafił do więzienia oskarżony o szpiegostwo. Dostał dziesięć lat. Zachorował na gruźlicę, wyszedł w 1954 r. Umarł cztery lata później.
W
notatce jego podpis jest na zgięciu papieru, prawie nieczytelny. Data: 28 kwietnia 1947. Sześć dni wcześniej WiN zastrzelił Leonarda, brata Omiljanowicza. Ciało znalazła w lesie jego grupa operacyjna. Suwałki obiegła wieść, że na ubraniu trupa Omiljanowicz znalazł wyrok na siebie. Zwłoki na czole miały wyciętą nożem pięcioramienną gwiazdę (Piotr Łapiński z IPN: - W protokole oględzin zwłok nie ma słowa o gwieździe. To legendy). Czy Omiljanowicz się przestraszył i poprosił Świtalskiego o alibi? A może go zmusił? Albo sam spreparował fałszywkę?
I
jego brat, i ojciec byli w PPR. Ojciec w tajemniczych okolicznościach został zastrzelony trzy miesiące później.
Omiljanowicz
powiedział mi, że notatkę dostał od córki Świtalskiego. Kilka tygodni szukam jej przez znajomych historyków. Po której stronie był naprawdę Omiljanowicz? W 1946 r. zorganizował grupę ubeków udających partyzantów. Prowokacja się udała. Kilkunastu prawdziwych WiN-owców zostało aresztowanych.
W
aktach osobowych suwalskiego UB jest notatka, według której Omiljanowicz od 1939 r. współpracował z NKWD.
Wreszcie
mam nazwisko córki pułkownika. Anna Dębowska: - Nie, ojciec nigdy nie używał imienia Tadeusz. Omiljanowicz? Nie znam takiego nazwiska. Nikomu nie przekazywałam notatki od ojca. To mistyfikacja.
IPN
chce Omilajnowiczowi postawić kolejne zarzuty: podpalenia w 1947 r. domu, w którym było czworo dzieci miejscowego WINowca. Dzieci uciekły, chociaż drzwi od zewnątrz były podparte kołkiem.
Oczywiście
Kmicic
Aleksander
Omiljanowicz trzyma się swojej wersji.
Chwali
się, że ma już 600 stron autobiografii. Pisuje w wolnych chwilach. Dużo czyta. - Co roku całą "Trylogię". To arcydzieło. Z którym bohaterem się utożsamiam? Oczywiście z Kimcicem. To skomplikowane postępowanie w różnych, ekstremalnych sytuacjach...
-
Panie Aleksandrze, jaki pan miał pseudonim w konspiracji?
-
Ja? "Lis".
Omiljanowicz w 1968 roku składa  dedykacje podczas spotkania  z nidzicką młodzieżą.

zdjęcie Aleksandra Omiljanowicza, [Źródło IPN]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz