czwartek, 26 grudnia 2013

Skarb Samsonowa

Skarb generała Aleksandra Samsonowa (około sto kilogramów złotych rubli) wzbudza wielkie zainteresowanie nie tylko poszukiwaczy skarbów.
Kasa Armii "Narew" znalazła się na terenach dawnych Prus Wschodnich w sierpniu 1914 roku wraz z wkraczającą od strony Janowa i Mławy grupą wojsk rosyjskich. Naprzeciwko nich znalazła się VIII Armia niemiecka "Narew".
W bitwie w trójkącie Olsztynek-Nidzica-Wielbark Niemcy w końcu schwycili wojska Samsonowa w ogromne szczypce i powoli zacieśniali okrążenie. Z ogromnego kotła nie wydostała się kasa armijna, ani sam dowódca armii.
 Nidzica czterokrotnie przechodziła z rąk do rąk i ulegała coraz większemu zniszczeniu. 
Bardzo ciekawy opis tych wydarzeń przedstawił w książce "Sierpień czternastego" Aleksander Sołżenicyn.


Polskę przeszli – kraj podobny, znajomy, rozdziadowany, ale od granicy niemieckiej – jakby kto zaczarował: zasiewy, drogi, budowle – całkiem inne, jak nie z tej ziemi...Pierwsi ludzie, jakich napotkali, nie byli Niemcami, lecz niemieckimi Polakami, jako tako można się było z nimi dogadać. ...Niemcy spalili wszystkie drogowskazy i oficerowie przekazywali sobie z ust do ust niedokładne wieści o niedokładnie odczytanych nazwach miejscowości: minęliśmy Zaddeck, oto Kaltenborn, nocujemy w Omulefofen. A ten las z dziesięciosążniowymi sosnami nazywa się Grunfluss...
 
Bojaźliwi miejscy kozacy prowadzili rozpoznanie, zbierali plotki od miejscowej ludności. Korpus spodziewał się walk o Neidenburg, na próżno, 10 sierpnia Martos zarządził pierwszy dzień odpoczynku – ale pod Orlau niespodziewanie natknęli się na Niemców i równie nieoczekiwanie musieli wdac się w walkę. Artyleria korpusu była na miejscu, radziła sobie znakomicie. Pułk Symbirski, a potem Połtawski spontanicznie ruszyły do ataku, nie czekając na rozkazy dowództwa (nie zawsze jest to dobre, poniosły straty). W bitwie zginęli dwaj dowódcy brygad, trzej dowódcy pułków, kilku dowódców batalionów, wielu oficerów i ponad trzy tysiące niższych szarż. Przeciwnik dysponował ponad sześcioma pułkami piechoty na zawczasu przygotowanej i umocnionej linii obrony oraz szesnastoma bateriami artylerii. W ciągu dwóch dni walk, przerwanych duszną nocą z opadami skąpanego deszczyku, Rosjanie szturmowali Orlau i Frankenau, cofali się – i znów, zdobywali je o świcie, nieprzyjaciel wycofał się, zostawiając sprzęt, rannych i trupy – nawet stojące trupy żołnierzy, którzy utknęli z gęstym sośniaku. Okazało się, ze to niemiecki korpus Scholza, kwaterujący przed wojną w tejże okolicy i znakomicie przygotowany do jej obrony. A więc wbrew zapewnieniom dowództwa Frontu nieprzyjaciel wcale nie wycofał się z Prus Wschodnich! … Sztab armii przeniósł się do Neidenburga...nie zdając sobie sprawy, z tego, że sam może stacjonować w Neidenburgu tylko dzięki temu, ze Martos atakuje Niemców...
 
W Neidenburgu, maleńkim miasteczku, które uszczknęło polom tak mało miejsca i tak dużo kamienia zużyło do budowy – nie był to jedyny plac, raczej placyk. Rozchodziły się z niego trzy ulice i było kilka rogów. Przy jednym z nich płonął piętrowy dom, z wybitymi witrynami sklepów na parterze i weneckimi oknami na piętrze – dym walił z wnętrza budynku, jeszcze bardziej kopciło się na podwórzu...Ostrą wonią spalenizny powitał ich Neidenburg. Już z daleka widać było na zielonej wieży białą tarczę zegara z ażurowymi wskazówkami, po chwili wyłoniły się przed nimi różowe, szare i niebieskawe domy, kamienne napisy. Przed wojną było to to bardzo ładne miasteczko, teraz, choć nigdzie nie było widać otwartego ognia, nosiło ślady pożarów: zwęglone obramowania pustych okien, tu i ówdzie zapadnięte dachy, okopcone ściany, odłamki szkła na jezdni, śmierdzące siwe dymy na pogorzeliskach, gorąco nieostygłych kamieni, dachówek i cegieł wzmagało znój sierpniowego dnia. Na rogatkach powitał dowódcę oficer kwatermistrzostwa i pobiegł przed samochodem, pokazując drogę. Za zakrętem, na placu przed ratuszem ukazał się dom, wybrany na nową siedzibę sztabu – nie tylko nietknięty przez ogień, ale także otoczony przez równie całe kamieniczki, trafiły go dwa rosyjskie granaty, ale nie ucierpiał. Był to przytulny dwupiętrowy hotelik, zbudowany na niemiecką modłę z dwiema kopułami po obu stronach dachu, podobnymi do hełmów. Po stromych schodach ganku zbiegł podpułkownik i wyprężywszy się przed automobilem zameldował o gotowości budynku, łączności telegraficznej, obiadu, noclegu i o tym, że miasto płonie od dnia zdobycia, ale wydzielone do tego jednostki uporały się już z pożarami. Jako następny meldował się komendant, pułkownik, wyznaczony przez Martosa trzy dni temu. Przedstawił się też dorodny burmistrz (mieszkańcy gdzieś tu byli, ale nie pokazywali się). …
 
Weszli do środka, do chłodku. Na oko tak niewielki z zewnątrz budynek mieścił w sobie na pierwszym piętrze salę ze sztukateriami przedstawiającymi herby i trzema połączonymi półowalnymi oknami – salę tak przestronną, że aż trudno było uwierzyć, jak mogła się tu zmieścić. Czekał na nich stół zastawiony naczyniami ze starego srebra i złoto-herbowymi kielichami, nie pozostawało nic innego, jak zasiąść do obiadu i przeżegnać się przed jedzeniem. (Dowódca żegnał się, ale nikomu nie narzucał tego zwyczaju). Usługiwali Niemcy, kelnerzy hotelowi. A na ulicy między kościołem i ratuszem pełzał błękitno-szary dym, zalatywało nim przez cały obiad....Neidenburg nie przyniósł spokoju myślom Samsonowa, nie zapewnił mu poczucia uczestnictwa w biegu wydarzeń. Obcy sufit nad porannym przebudzeniem, za oknem – dachy i wieże starego miasta krzyżackiego,niezrozumiale bliska kanonada, smugi dymów z niedogaszonych pogorzelisk i dwoiste, splątane życie miasta- cywilne niemieckie oraz wojskowe rosyjskie. Każde z nich rządziło się własnymi prawami, bezsensownymi dla tego drugiego, ale w tych samych murowanych uliczkach stale się zazębiały, oto z samego rana, jeszcze przed odprawą sztabu, czekali na dowódcę armii: rosyjski komendant miasta i niemiecki burmistrz. Trzeba było zaopatrzeć się w mąkę z miejskich magazynów, piec chleb dla wojska – rozliczenia, rachunki, protesty, wymówki. Czy służba policyjna, zorganizowana przez komendanta, nie wyrządzi szkód mieszkańcom? Rosjanie przejęli dobrze wyposażony szpital – z niemieckimi lekarzami i niemieckimi rannymi. Rekwirujemy budynek i środki transportu – na jakich warunkach, na jakiej podstawie?...
 
 (14 sierpnia) Dzień po dniu Niemcy prowadzili skoordynowane walki całą armią, a utratę łączności z oddalonym korpusem Mackensena uznali za nadzwyczajne niepowodzenie: natychmiast wystartowały aeroplany, natychmiast zaczęto szukać zastępczych połączeń telefonicznych. Natomiast armijna operacja Rosjan z dnia na dzień rozpadała się na działania pojedynczych korpusów: każdy dowódca korpusu, tracąc poczucie przynależności do armii, zaczynał (albo i nie zaczynał) własną wojnę. Pod Soldau ów rozpad poszedł jeszcze dalej: miasta bronił nie korpus, lecz te oddziały, które same nie chciały się wycofać. Mimo to Niemcy podarowali Rosjanom całą dobę na oprzytomnienie. … Rosyjski komendant Neidenburga pułkownik Dovatour tylko przez przypadek, od telegrafisty, dowiedział się, że sztab armii opuścił miasto, ostatni oficerowie właśnie wyjeżdżają, telegraf zostanie zlikwidowany. A jemu, komendantowi – nikt nie zostawił żadnych rozkazów. Zapomniano o nim. ...Dopiero wczoraj wieczorem dogasili wszystkie pożary, posprzątali ulice, dopiero teraz, po sześciu dobach, miasto mogło odzyskać normalny wygląd, można było otworzyć sklepy – ale sztab wyjechał i jak gdyby tylko na to czekając, z północy na południe ruszyły ulicami tabory, a za nimi piechota, ale nie w szyku, lecz małymi grupkami, w rozsypce, nawet pojedyńczo, i wszyscy pytali o „drogę do Rosji”. ...Na wąskich ulicach Neidenburga mogły się pomieścić obok siebie najwyżej dwa wozy, od razu powstał zator: zatrzymasz pierwsze na ryneczku – całe miasto zakorkowane. … Około piątej po południu pułk jegrów wkroczył bez walki do Neidenburga i nie napotkał tam bojowych jednostek rosyjskich, a jedynie tabory i formacje zaplecza. Na północ od szosy broniła się tylko niewielka grupa piechoty (sam François dostał się pod ogień w kartoflisku). Jedno bardzo dziwiło generała: do jakiego stopnia Rosjanie nie zdawali sobie sprawy z sytuacji, skoro nawet nie próbowali bronić tak kluczowego punktu jak Neidenburg! Na co w takim razie liczyli w tej wojnie? Jak w ogóle odważyli się ją zacząć?! Najwięcej kłopotów sprawiały teraz rosyjskie tabory. Utrudniały dalsze natarcie korpusu Françoisa. Poranny atak lotnego oddziału spowodował, że wozy zatarasowały drogi na południe od Neidenburga, wśród zdobyczy znalazła się nawet kasa z trzystoma tysiącami rubli. Jeszcze większy zator powstał w mieście: François wjechał ze sztabem do Neidenburga o zmierzchu i natychmiast jego automobile utknęły. Do hotelu na rynku trzeba było iść pieszo... Przed hotelem generałowi przedstawili się wspólnie – niemiecki burmistrz i rosyjski komendant miasta. Komendant zameldował o zakończeniu swoich obowiązków, stanie szpitali, niemieckich magazynów z zaopatrzeniem i warunkach przetrzymywania jeńców. Burmistrz wysoko ocenił działalność komendanta w kwestii ochrony porządku w mieście oraz bezpieczeństwa mieszkańców i ich dobytku. Generał podziękował komendantowi i poprosił go, by wybrał sobie pokój, w którym będzie przebywać w charakterze jeńca. … Na generała Françoisa czekał już przygotowany pokój. Zapadał zmrok. Miasto rozbrzmiewało głosami, rozkazami, skrzypiało kołami wozów, rżało końmi – i w chaosie zapadało się w noc. Zaś lotna brygada wraz z pułkiem jegrów posuwała się w ciemnościach dalej na wschód, ku drugiej połowie zamykającego się pierścienia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz